Bitwa nad Bzurą


Walna bitwa polskiego września

Bitwa nad Bzurą była niewątpliwie największym starcie wojsk polskich i niemieckich podczas Kampanii Wrześniowej i pierwszą „wielką bitwą” Drugiej Wojny Światowej. Jednocześnie była to ostatnia operacja wojskowa w historii, w czasie której tak kluczową rolę powierzono kawalerii. Starcie to, zwane także Bitwą pod Kutnem, pokazało, że żołnierz polski we wrześniu 1939 roku potrafił działać ofensywnie, zdobywać nad agresorem przewagę i zadawać mu dotkliwe straty. Bitwa została przeprowadzona w miejscu i czasie narzuconym przez stronę polską, a na uwagę zasługuje fakt, że niemiecki generał Erich Manstein stwierdził, iż w trakcie całej kampanii francuskiej nie znalazł żadnej operacji choćby podobnej do zwrotu zaczepnego nad Bzurą.

Rekonstrukcja Bzura fot. Piotr RusiniakUderzenie Grupy Armii pod dowództwem gen. Tadeusza Kutrzeby stało się szczytowym osiągnięciem wysiłku ofensywnego kampanii wrześniowej 1939 roku, na jaki nie zdobyła się żadna polska armia w 1939 roku, ani żadna francuska armia w 1940 roku. Bitwa nad Bzurą to przykład bohaterstwa żołnierza polskiego oraz dowód, że polskie siły były w stanie przeprowadzić ofensywę na wielką skalę. Natarcie podjęte z inicjatywy polskiego dowódcy związało znaczne siły niemieckie, dając czas na przygotowanie obrony stolicy oraz umożliwiając koncentrację oddziałów na terenie Lubelszczyzny.

Po stronie polskiej w bitwie wzięło udział ponad 10 wielkich jednostek, w tym dwie brygady kawalerii i zbiorczy pułk trzeciej brygady. Stanowiło to jedną trzecią sił polskich walczących w drugiej dekadzie września 1939 roku na froncie niemieckim. Z kolei po stronie niemieckiej, w końcowej fazie bitwy, zaangażowanych było 19 wielkich jednostek, w tym 2 dywizje pancerne, 3 dywizje lekkie i 1 dywizja zmotoryzowana.

Co ciekawe, w toku początkowych działań kampanii Armia „Poznań” praktycznie zniknęła w obrazie niemieckiego rozpoznania. Nie wykryło jej ani lotnictwo ani rozpoznanie prowadzone przez Wehrmacht. Niemieckie dowództwo wyciągnęło z tego mylny wniosek, że siły te przerzucono pod Warszawę transportem kolejowymi i przestało się interesować co dzieje się na północnym brzegu Bzury. Nie tylko nie rozpoznano przegrupowania dwóch armii, ale nawet działania rozpoznawcze polskiej strony traktowano jako desperackie próby przebijania się rozbitych oddziałów Armii "Pomorze". Linia rozgraniczenia pomiędzy 8. Armią z Grupy Armii „Süd” a 4. Armią z GA „Nord” przebiegała właśnie na rzece Bzurze. W ten sposób doszło do sytuacji, w której wojska niemieckie nie przeszły na północny brzeg rzeki a jedynie zajęły pozycję na jej brzegu południowym. Korpus ten spodziewał się bardziej nadejścia z północy i zachodu własnych wojsk niż jakiejkolwiek akcji Wojska Polskiego.

Rekonstrukcja Bzura fot. Piotr Rusiniak W zmaganiach Bitwy nad Bzurą kawaleria samodzielna Wojska Polskiego zapisała chlubną kartę. Mimo wielu swych niedostatków, w porównaniu z wielkimi jednostkami piechoty okazała się być bronią mobilną i nieźle wyposażoną w środki przeciwpancerne. W szczególnych warunkach kampanii polska kawaleria nie okazała się anachronizmem, wręcz przeciwnie, wykazała nieoczekiwane walory zaporowe i była bardzo skutecznym środkiem hamowania postępu niemieckich oddziałów pancernych i zmotoryzowanych. Szczególną rolę odgrywało także rozpoznanie, którego znaczenie wzrosło po osiągnięciu przez przeciwnika pełnego panowania w powietrzu. Jednak dominującą formą działania kawalerii w bitwie nad Bzurą i w drodze do Warszawy było natarcie. Jak stwierdził gen. R. Abraham: “Natarcie i siła, szybkość i zaskoczenie były podstawowymi czynnikami, którymi kierowaliśmy się w walkach, a manewr taktyczny z zasady doprowadzał do pomyślnego ich zakończenia.”

Niemiecki gen. Johannes von Blaskowitz, dowódca 8 Armii, stwierdził w rozkazie z 20 września, że żołnierze jego armii walczyli w „jednej z największych, wyniszczających bitew wszystkich czasów”.